STRONA GŁÓWNA

Strony

Strony

sobota, 28 lutego 2015

Grześ, Rakoń i Wyżnia Chochołowska Dolina zimą

TRASA: Grześ - Rakoń - przełęcz Zawracie - Wyżnia Chochołowska Dolina - Polana Chochołowska

Grześ, Tatry

Kontynuacja wyprawy V. W poprzednim poście opisałem swoje wejście solo na Grzesia. Kilka dni później wróciłem tam z Martyną z zamiarem pójścia dalej na Rakoń i Wołowiec. To był nasz ostatni dzień na grani. Następnego dnia wieczorem mieliśmy już pociąg do Gdańska. Pogoda była wymarzona, z resztą przez cały okres naszego pobytu układała się idealnie pod nasze plany. Gdy odpoczywaliśmy od dłuższych szlaków było pochmurno. Kiedy zaś wychodziliśmy wysoko w góry mieliśmy cudowne słońce...

Jak już wcześniej mówiłem, o szczegółach drogi na Grzesia przeczytacie w innym poście (link). W skrócie: ruszyliśmy z Polany Chochołowskiej żółtym szlakiem przez Bobrowiecki Żleb. Wchodząc na Grzesia drugi raz wiedziałem już którędy iść, żeby nie utopić się w śniegu. Ze schroniska na szczyt podchodziliśmy około 1,5 godziny więc czas mieliśmy naprawdę dobry. Widoczność idealna. Była sobota, więc pierwszy raz podczas tygodniowego pobytu szliśmy w towarzystwie innych osób na szlaku. Wcześniej przez cały dzień nie widzieliśmy nikogo - byliśmy sami w wielkiej tatrzańskiej krainie. Tamtego dnia tłumów nie było, lecz stanowiło to mimo wszystko kontrast z samotnością w dniach poprzednich.

Szlak na Grzesia. W dali Trzydniowiański Wierch.
Widok z Grzesia na północny-wschód.
Widok z Grzesia na wschód.
Widok z Grzesia na południe - tam idziemy.

Na zdjęciu wyżej widać nasz szlak. W dole Łuczniańska Przełęcz, dalej wierzchołek bez nazwy i na wprost Rakoń, a za nim Wołowiec
Ruszamy zatem z Grzesia w kierunku południowym. Tutaj popełniliśmy błąd przekraczając granicę ze Słowacją i grzebiąc się w zasypanej śniegiem kosodrzewinie zamiast po ludzku iść granią. Pomyłka wynikała z tego, że poszliśmy czyimiś śladami zamiast samemu ruszyć mózgiem. Cenna lekcja! 

Zeszliśmy z Grzesia na Łuczniańską Przełęcz (1602m n.p.m.). Od siodła już praktycznie ciągle pod górkę. Grzesia i Rakoń łączy tak zwany Długi Upłaz przez który biegnie granica polsko-słowacka. Z grzbietu wyróżniają się dwa nienazwane wierzchołki o wysokości 1785 i 1632 metrów. 

Widok na Osobitą. Daleko w tle Babia Góra.
Po lewej Osobita, na horyzoncie Babia Góra i po prawej Grześ.
Długi Upłaz, po prawej Bobrowiec.
Po prawej widać wierzchołek Rakonia.

Na grani Długiego Upłazu było sporo świeżego śniegu. Sporo, czyli z 20-30 cm puchu. To dużo jak na grań. Dość szybko się przez to męczyliśmy. Do tego w drodze na szczyt Rakonia musieliśmy pokonać dwa inne wierzchołki. Gdyby miały one swe nazwy, szlak podzieliłby się na fragmenty no i byłaby satysfakcja po wspinaczce. A tak, to po prostu "przeszkadzajka" na trasie i konieczność wgramolenia się na górę :) 
Po wejściu na ostatnie wzniesienie Długiego Upłazu rozpoczęliśmy wspinaczkę na Rakoń. Tu już było przyjemniej bo śnieg był zamarznięty na lód, więc w rakach szło się znacznie wygodniej niż tak jak wcześniej - w puszystym śniegu. 

Wołowiec
Widok na wschód.
Podejście na Rakoń.

Generalnie szlak jest bardzo przyjemny i nie wymaga posiadania sprzętu wspinaczkowego. Z resztą co tu tłumaczyć, wystarczy popatrzeć na zdjęcia - szeroko, bez przepaści, bez zagrożenia lawinowego (na trasie Grześ - Rakoń). Bardzo fajny szlak dla osób, które zaczynają przygodę z górami lub dla tych, którzy chcą się rozgrzać przed dłuższymi wypadami. 

Na Rakoń weszliśmy przed południem. 

Rakoń (1876 m n.p.m.)
Widok z Rakonia w kierunku południowo-wschodnim
Łopata (po prawej) i Wyżnia Dolina Chochołowska widziane z Rakonia.
Wołowiec
Wołowiec
Widok z Rakonia na zachód.
Widok z Rakonia na zachód (Słowacja).

Ze szczytu Rakonia można udać się w różnych kierunkach. Rozchodzą się tu:

- szlak niebieski - Długi Upłaz, Grześ
- szlak niebieski, zielony - przełęcz Zawracie i zejście Wyżnią Doliną Chochołowską do Polany Chochołowskiej.
- szlak niebieski - przełęcz Zawracie, Wołowiec, Jamnicka Dolina (Słowacja)
- szlak żółty - Łatana Dolina (Słowacja)
- szlak żółty, zielony - Spalona Dolina (Słowacja)

Warto również wspomnieć, że Rakoń jest bardzo licznie odwiedzany przez narciarzy. Trasa dla miłośników sportów zimowych wiedzie wraz ze szlakiem przez Długi Upłaz. Zjazd z grani do Wyżniej Doliny Chochołowskiej cieszy się dużą popularnością. 
Po odpoczynku na szczycie Rakonia zeszliśmy niżej na przełęcz Zawracie (1863m n.p.m.) i jeszcze dalej aż do skrzyżowania szlaku na Wołowiec z zejściem do Wyżniej Doliny Chochołowskiej. Nie widzieliśmy tam jednak żadnych śladów, wręcz odradzamy schodzenie znakowanym na mapach zielonym kolorem szlakiem. Było tam mnóstwo śniegu i do tego stromizna zbocza...takie miejsca lawiny lubią szczególnie. Lepiej wrócić na Rakoń i stamtąd ewentualnie zejść, tak jak my zdecydowaliśmy. Należy zachować tam szczególną ostrożność, gdyż zbocza grani są strome przez co istnieje potencjalne zagrożenie osunięcia się sporej warstwy śniegu. Ostrzega przed tym również mapa. 

Wołowiec widziany z przełęczy Zawracie. Po prawej Rohacz Ostry.
Rohacz Ostry i Rohacz Płaczliwy (Słowacja)
Przełęcz Zawracie. W tle Rohacze.

Tutaj niestety kończy się nasza przygoda ze szczytami Tatr. Zdążyliśmy się nawet pokłócić, bo ja chciałem iść dalej na Wołowiec, a podrozeMM wolała już wracać do schroniska. Do dziś trochę mam jej to za złe, bo nie wiadomo kiedy znów pojedziemy w góry zimą. To był w końcu ostatni dzień wyjazdu i Wołowiec był jedynym szczytem którego nie udało nam się zdobyć według planu. Ehhh, czasem trzeba ustąpić kobiecie... 

Wróciliśmy się w okolice Rakonia i zeszliśmy zboczem do Wyżniej Chochołowskiej Doliny. Jak już wcześniej pisałem poszliśmy inną drogą niż tą oznaczoną na mapie. Szlak biegnący z doliny na szczyt był lekko przetarty. Mimo to śniegu było momentami dość sporo. 

Schodzimy z Rakonia do Wyżniej Doliny Chochołowskiej.
Wołowiec i widoczne po lewej zejście z przełęczy. Zimą bardzo niebezpiecznie!

Gdy już byliśmy stosunkowo bezpiecznie nisko, położyliśmy się na śniegu i cieszyliśmy się dłuższą chwilę widokiem na skąpany w słońcu Wołowiec, obserwowaliśmy z jaką frajdą zjeżdżali ze zboczy narciarze, rozmawialiśmy z mijającymi nas ludźmi. Ostatni raz w górach. Jutro już tylko szlak przez Dolinę Chochołowską do Siwej Polany.
Po beztroskim odpoczynku z cudownym widokiem na grań Wołowca ruszyliśmy dalej wgłąb Wyżniej Chochołowskiej Doliny. Szlak w pewnym momencie wszedł do lasu i biegł tak aż do Polany Chochołowskiej. Nie ma za wiele do opisywania - ciągle drzewa. Droga jest dość monotonna a na koniec stromo wspina się pod górę - jeśli patrzeć z drugiej strony, czyli z punktu widzenia tych, co dopiero na grań wchodzą. Zdecydowanie polecałbym wejście na Rakoń przez Grzesia i ewentualnie zejście przez dolinę.

Wyżnia Chochołowska Dolina - szlak zielony.


Tą oto wyprawą kończy się nasza zimowa przygoda w Tatrach. Do następnego!


POWRÓT DO: TATRY

3 komentarze:

  1. Fajne zdjęcia ; ) Dobre warunki, podobne do tych, które miałem ja 2 tygodnie temu. Szkoda, że odpuściliście Wołowiec, bo o wiele przyjemniej wspominam odcinek Rakoń - Wołowiec, niż Grześ - Rakoń, który dłużył mi się niemiłosiernie. Ale następnym razem proponuję postawić na swoim ;p
    My, aby nie robić tej samej trasy poszliśmy dalej na Łopatę i przez Dziurawą Przełęcz na Jarząbczy Wierch. To już nie jest taka lekka i przyjemna podróż jak na Wołowiec. Zwłaszcza podejście na Jarząbczy z Przełęczy daje w kość. Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łukasz, próbowałem postawić na swoim ale jednak kobiety mają swoje argumenty, które trudno przebić :)

      Usuń
    2. Ciężko się nie zgodzić :D ;)
      Ja jeszcze liczę na dobre warunki w marcu/kwietniu to może uda się Ornak i Starorobociański, bo wcześniej czasu nie wystarczyło na wszystko.

      Usuń