piątek, 27 lutego 2015

Grześ z Polany Chochołowskiej zimą

TRASA: Polana Chochołowska - (Bobrowiecka Przełęcz) - Przełączka pod Grzesiem - Grześ

Grześ, Tatry

Wyprawa V. Na Grzesiu byłem dwa razy podczas tego zimowego wyjazdu. Opiszę w tym poście moje wejście solo, bez Martyny, która nabawiła się odcisków po wyjściu na Trzydniowiański Wierch. Coby nie siedziała dziewczyna sama w schronisku na Polanie Chochołowskiej to skoczyłem sobie na Grzesia koło 7:30 rano i o 11 byłem już z powrotem. Parę dni później wróciłem tam już z Martyną. Wtedy jednak udaliśmy się dalej na Rakoń, ale o tym poczytacie w następnym poście. Tymczasem Grześ:


Wyruszam ze schroniska na Polanie Chochołowskiej. Godzina 7:30. Pogoda napawała optymizmem, lecz jak się później okaże nie będzie wcale wymarzonej pogody (to nic, następny raz na Grzesiu już w pełnym słońcu). Wkroczyłem żwawo w Bobrowiecki Żleb podążając za Bobrowieckim Potokiem. Od razu szlak zaczyna piąć się w górę. Szybko się męczyłem, lecz biorąc pod uwagę, że w warunkach zimowych wchodzi się na szczyt ok. 2 godziny, to szlak zaliczany jest do tych najłatwiejszych. Ponadto chciałem jak najszybciej wrócić do Martyny, która czekała na mnie w schronisku, więc wystawiłem swą kondycję na poważną próbę. 

Szlak na Grzesia - od początku stromo.
szlak na Grzesia

Póki co na żadne widoki nie ma co liczyć. Szlak jest całkowicie bezpieczny, jak widać na zdjęciach. Raki nie są wymagane, choć mi szło się w nich znacznie pewniej. Po około 30 minutach dotarłem do drogowskazu, który znajduje się na wysokości ok 1345m n.p.m., zatem ok. 200 m nad Polaną Chochołowską. Z tego miejsca zszedłem na chwilkę z żółtego szlaku na niebieski i udałem się na Bobrowiecką Przełęcz z czystej ciekawości i chęci dodania kolejnego punktu na mojej tatrzańskiej mapie. Ze skrzyżowania szlaków na siodło idzie się 5 minut. Ja szedłem siedem, gdyż musiałem przetrzeć szlak.

Bobrowiecka Przełęcz (1351 m n.p.m.)

Z Bobrowieckiej Przełęczy (1351m n.p.m.) nic nie widać poza Bobrowcem. W ostatnich latach doszło do małej zmiany w mapach. Na dzień dzisiejszy zlikwidowano szlak z przełęczy na Grzesia granią. Teraz szlak niebieski biegnie razem z żółtym. Co bardziej przykre nie można już legalnie wejść na Bobrowiec. Dlaczego? Nikt nie wyjaśnił. Dawniej prowadził tam zielony szlak. Szkoda, bo droga rzadko użytkowana, ludzi mniej, no i oczywiście panorama wyjątkowa...

Z przełęczy zszedłem parę metrów niżej i dalej już podążałem żółtym szlakiem aż do celu.

Szlak na Grzesia - trawers grani
Kominiarski Wierch

Idąc przez las natknąłem się na dwa miejsca, skąd można podziwiać piękną panoramę na Dolinę Chochołowską i Kominiarski Wierch. Super miejsce na przerwę! Herbatka w termosie, przekąski, czekolada, banan...Niestety w tym momencie jedno z drzew postanowiło zrobić mi nieśmieszny żart i zrzuciło mi z gałęzi śnieg prosto za kołnierz, co spotkało się z moją bardzo gwałtowną reakcją. Ale to musiało głupio wyglądać...

Po niedługim trawersie po wschodnim zboczu grani szlak mocno skręca w kierunku grzbietu tworząc na mapie wcięcie w kształcie litery "V". Trzeba tam zachować ostrożność. Sam widziałem mnóstwo śladów na śniegu zdezorientowanych wędrowców, którzy błędnie szukali drogi. Wytężamy wzrok w poszukiwaniu oznakowań na drzewach i ruszamy w kierunku grzbietu grani. 

Rzut okiem za siebie, dość wąsko
Dalej przez las

Czytając posta i oglądając zdjęcia lasu można odnieść wrażenie, że szlak jest bardzo monotonny. Dla niektórych może być, ze względu na ograniczoną przez drzewa widoczność. Warto jednak pamiętać, że wejście na szczyt Grzesia to zaledwie 2 godziny marszu. 
W końcu szlak wychodzi z lasu na Przełączkę pod Grzesiem (1508m n.p.m.). 

Wyjście na Przełączkę pod Grzesiem

Znajdujemy się na grani między Grzesiem a Bobrowcem w szerokim siodle. Od tego miejsca wspinaczce będą już nam towarzyszyć piękne widoki na polskie i słowackie szczyty. 
Na tym fragmencie popełniłem fatalny błąd. Ruszyłem ostro pod górę na szczyt widoczny przede mną. Nie było dookoła żadnych śladów, choć do momentu wyjścia z lasu ścieżka była całkowicie przetarta. Prawdopodobnie wiatr zatarł drogę moich poprzedników. Zacząłem więc atakować widoczny przede mną szczyt. Tam zapadałem się po pas w śniegu z powodu zasypania krzaków kosodrzewiny. Coby dodać nieco dramatyzmu dodam, że momentami miałem poważne problemy z wydostaniem się z dziury. Ostatecznie okazało się, że lepiej idzie się przez Słowację. Nie mam pojęcia którędy biegł szlak, gdyż wszystko było totalnie zasypane a grań szeroka. Ostatecznie wdrapałem się na grzbiet. Tam wielka ulga, czyli lód, twardo pod stopami, alleluja! Dopiero po wejściu na grań zobaczyłem właściwy cel mojej krótkiej wyprawy. 

To nie tędy, odwrót.
Odpoczynek
Bobrowiec, w dole Przełączka pod Grzesiem i niewielki wierzchołek zwany Czołem.
Bobrowiec
Grań i widoczny już wierzchołek Grzesia.

Ostatnie kroki na grani i jesteśmy na szczycie! A tam - pusto. Właśnie takie Tatry kocham. 

Grześ, przez Słowaków zwany Lúčną, wznosi się na wysokość 1653 metrów i znajduje się na granicy polsko-słowackiej. Według Wielkiej encyklopedii tatrzańskiej polska nazwa szczytu pochodzi od gwarowego słowa grześ oznaczającego grzbiet o stokach stromo opadających na dwie strony. Nie ma zatem tatrzański Grześ nic wspólnego z Grzegorzem :)

Widok z Grzesia w kierunku południowym 
Grześ, Tatry
Widok z Grzesia w kierunku zachodnim, Słowacja

Z Grzesia prowadzi kilka dróg:

- szlak żółty - powrót do Polany Chochołowskiej
- szlak niebieski - Bobrowiecka Przełęcz, Bobrowiecka Dolina Orawska
- szlak niebieski - Rakoń, Wołowiec
- szlak zielony - zaczyna swój bieg parę metrów pod szczytem, do Zuberskiej Doliny

W następnym poście już z Martyną udamy się niebieskim szlakiem na Rakoń.


POWRÓT DO: TATRY


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz