wtorek, 24 lutego 2015

Trzydniowiański Wierch zimą - przez Kulawiec

TRASA: Polana Chochołowska - Krowieniec - Kulawiec - Trzydniowiański Wierch (1758m n.p.m.)

Trzydniowiański Wierch

Wyprawa III. W poprzednim poście opisywałem trasę na Trzydniowiański Wierch przez szlak papieski. Teraz wrócimy na szczyt lecz z zamiarem pójścia dalej. O Kończystym i Starorobociańskim Wierchu poczytacie w następnym poście. Tu przedstawię naszą wspinaczkę na Trzydniowiański Wierch przez Kulawiec, czyli okryty złą sławą czerwony szlak. Dlaczego jest on odbierany tak negatywnie? Ładnych parę lat temu w sierpniu podchodziłem na szczyt z ojcem właśnie przez Krowi Żleb i przyznam, że kosztowało nas to bardzo dużo wysiłku. Latem podejście północne jest - choć całkowicie bezpieczne, to - bardzo strome. Szczególnie oberwie się stawom w kolanach, bo szlak to po prostu bardzo wysokie schody. Trochę przerażała mnie wizja wędrówki tą drogą w śniegu. Jak się okazało podejście okazało się zdecydowanie przyjemniejsze niż to od zachodu przez szlak papieski. Podkreślam, że mówimy tu o warunkach zimowych, gdzie śniegu w pip :) 

Z uwagi na fakt, że naszym głównym celem był Starorobociański Wierch, musieliśmy wyjść odpowiednio wcześnie, żeby zdążyć wrócić z całej trasy przez nocą. W tym celu wyszliśmy ze schroniska gdy jeszcze było ciemno, by dotrzeć na właściwy szlak gdy już zacznie się rozjaśniać. Musieliśmy cofnąć się kawałek Doliną Chochołowską, a że droga jest szeroka to śmiało można iść z latarkami. Na Polanie Trzydniówce zrobiliśmy postój, by założyć raki i gdy byliśmy gotowi do kontynuowania wędrówki to już wschodzące słońce zdążyło rozświetliło niebo, choć pogoda początkowo nie zachwycała. 

Polana Trzydniówka

Ruszamy. Góry się z nami nie patyczkują - od razu zaczynamy dość strome podejście na zbocze Krowim Żlebem. Z początku towarzyszy nam las, lecz dalej w Krowieńcu jest już więcej otwartej przestrzeni, choć wciąż dookoła drzewa. Nazwa Krowiego Żlebu pochodzi - jak nietrudno się domyślić - od krów, które były tu wypasane za czasów gdy Dolina Chochołowska była wykorzystywana przez pasterzy.

Krowi Żleb

Po przejściu przez wylesiony obszar Krowiego Żlebu szlak skręca nieco w lewo i rozpoczyna się strome podejście. Jest tutaj bezpiecznie lecz bez raków ani rusz. Choć nie ma tu przepaści ani wielkich stoków to jednak nie wyobrażam sobie gramolenia się pod górę w śliskich butach. Mimo że zdjęcia nie oddają wiernie stromizny, to momentami zmuszeni byliśmy do wbijania przednich kolców w zbocze i wspinania się na palcach. To dość męczące podejście. Niestety pozbawię Was nadziei i powiem, że lżej będzie dopiero na grani :) 


Szlak wchodzi do lasu i będzie przezeń biegł aż na grań. Wciąż bardzo stromo. Podczas naszej wyprawy było tak dużo ubitego śniegu, że nie odczuliśmy schodów. Wchodziliśmy po prostu po krzywej płaszczyźnie pod ostrym kątem. W lesie jak to w lesie - jedni cieszą się kontaktem z przyrodą, inni narzekają na nudę i chcą jak najszybciej wgramolić się w piętro kosodrzewiny. Ja będąc świadomym, że po powrocie będę tęsknić za każdym świerkiem starałem się czerpać radość z podejścia, choć skłamię jeśli powiem, że nie mogłem się doczekać wejścia na grań. Motywacja była tym bardziej silniejsza, że kilka lat temu spod Trzydniowiańskiego Wierchu przepędziła mnie burza. Ponadto dzień wcześniej podrozeMM nabawiła się niewielkich odcisków i zawróciliśmy jeszcze w Dolinie Chochołowskiej (tego dnia ona odpoczywała w schronisku a ja skoczyłem szybko na Grzesia). Czuliśmy także lekką presję czasu, bo jednak Starorobociański Wierch dość daleko. 
Z czasem ilość drzew malała, odsłaniały się widoki na Kominiarski Wierch i Ornak aż w końcu weszliśmy w piętro kosodrzewiny i naszym oczom ukazał się wierzchołek Trzydniowiańskiego Wierchu. 

Piętro kosodrzewiny na Trzydniowiańskim Wierchu
Zbocza Ornaku
Starorobociańska Dolina
Wierzchołek Trzydniowiańskiego Wierchu

Jak widać na zdjęciach pogoda znacznie się poprawiła od momentu gdy jeszcze staliśmy u podnóża masywu. Szło się już znacznie przyjemniej po grani, nie było bynajmniej tak stromo jak w lesie. Dokuczała jednak kosodrzewina, która destabilizowała grunt pod nogami, a mianowicie - pospolite krzaki zasypane grubą warstwą śniegu tworzą pustą przestrzeń pod pokrywą puchu przez co często zapadaliśmy się po kolana. Z czasem jednak dotarliśmy do miejsca na wysokości, gdzie śnieg jest zdmuchiwany z grani. Szło się znacznie wygodniej, bo nie po kosodrzewinowym polu minowym a po lodzie lub mocno zmarzniętym śniegu. 

Kilka kroków pod szczytem Trzydniowiańskiego Wierchu

Ostatecznie stanęliśmy na szczycie, 1758 m n.p.m.. Spośród chmur przebijał się błękit nieba, lecz nie za wiele było widać. Przy dobrej widoczności z Trzydniowiańskiego Wierchu zobaczyć można masyw Kominiarskiego i Ornaku (wschód), Czubik i Kończysty Wierch (południe), Wyżnią Dolinę Chochołowską a nad nią Wołowiec, Rakoń i Grześ (zachód).

Trzydniowiański Wierch jest skrzyżowaniem trzech szlaków:

szlak czerwony - zejście do Doliny Chochołowskiej przez Kulawiec
szlak czerwony - powrót do Polany Chochołowskiej, szlak papieski
szlak zielony - granią na Kończysty Wierch

Właśnie tym zielonym szlakiem udamy się dalej, ale o tym przeczytacie w następnym poście.




POWRÓT DO: TATRY


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz